piątek, 23 stycznia 2015

II. Rozdział 19

"Odszedł zbyt szybko, ale nigdy nie zostanie zapomniany."

Miłego czytania! xo

Justin Bieber’s POV

Zimna bryza powiewała między drzewami, mrożąc krew w żyłach. Powietrze w Nowym Jorku uderzało w moją twarz. Krople deszcze spływały od czasu do czasu, gdy byłam na spacerze do miejsce, do którego myślałem, że nigdy nie będę musiał przychodzić, ale to był czas, gdy przestałem być młodym gówniarzem i stanąłem twarz w twarz z rzeczywistością. Rozejrzałem się i u góry zobaczyłem wielki, czarny napis "Cmentarz św. Katarzyny". Westchnąłem i przeszedłem przez bramę. Głośny pisk jaki wydała, prawdopodobnie mógłby obudzić zmarłych. Zamknąłem bramę za mną i zacząłem rozglądać się po cmentarzu, wpatrując się w każdy nagrobek, żeby znaleźć ten, którego szukałem.

W końcu ujrzałem szukany nagrobek kilka metrów dalej. 
"Tu leży Jacon Travis Withers.
Ukochany syn, przyjaciel, brat.
Odszedł zbyt szybko, ale nigdy nie zostanie zapomniany."

Poczułem jak gula formuje się w moim gardle, gdy wolno podchodziłem do kamiennej płyty, a następnie klęknąłem przy niej.
- Cześć stary - wyszeptałem, mój głos był zachrypnięty, chciało mi się płakać - To takie szalone - potrząsnąłem głową - Byłeś moim najlepszym przyjacielem... Miałem cię chronić - odchrząknąłem i przejechałem palcem po słowach wygrawerowanych na płycie.
- Nie mogę uwierzyć, że odszedłeś. Pamiętam dzień, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy jakby to było wczoraj.

Wszedłem do małej wielkości szkoły średniej. Miałem na sobie proste dżinsy i moją ulubioną, bardzo wygodną koszulkę z dekoltem w serek.
- Uważaj biały - usłyszałem szyderczy głos. To był mój pierwszy raz w publicznej szkole na Bronx, nie rozumiałem niechęci kierowanej do mnie.
- Hej biały! - kobiecy głos krzyknął.
- To niemiłe nas ignorować! - inny zawołał.
Odwróciłem się i zobaczyłem grupę ludzi patrzących wprost na mnie. Była to grupa dziewczyn, wszystkie były czarnoskóre i miały ciemne wlosy z kolorowymi pasemkami.
- Och... - szepnąłem - Mówiłyście do mnie? - odchrząknąłem.
Dziewczyna, która stała na początku, spojrzała na mnie jakbym był głupi - Widzisz tu innego białego? - zachichotała i rozejrzała się po korytarzu.
- Jest głupi jak cholera - inna dziewczyna dołączyła.
Poczułem łzy w oczach, właśnie przeprowadziłem się tu z Kanady i Kanada w porównaniu do Bronx to nic. Byłem przyzwyczajony do chodzenia do publicznej szkoły i uczenia się o Jezusie, ale nie do nabijania się ze mnie z powodu jasnego koloru skóry na środku korytarza.
- Tanya, wyluzyj do cholery - chłopak, który był podobny do tej dziewczyny spiorunował ją wzrokiem.
Dziewczyna wydyszała - Tylko dlatego, że jesteś moim bratem nie oznacza, że możesz mówić mi co mam robić, Jacob!
- Mówiłem ci, nazywaj mnie teraz JT - warknął na nią - I zostaw go w spokoju, nawet nie wiesz jak się nazywa. Może teraz ty i twoja grupa dziwek znajdziecie sobie kogoś innego do nabijania się?
Dziewczyny wpatrywały się w chłopaka, najwyraźniej JT, który właśnie stał przede mną.
- Twój brat jest dupkiem, Tanya!
Dziewczyna przytaknęła - Zgadzam się... Chodźcie, ponabijamy się Principal Shaffer!
- Tak! - dziewczyny zapiszczały z podekscytowania i odwróciły się ode mnie i JT.
Potrząsnąłem  głową i spojrzałem na JT.
- Dzięki... za zrobienie tego... - powiedziałem.
Uśmiechnął się i wyciągnął rękę - JT Withers.
Uśmiechnąłem się - Justin Bieber - uścisnęliśmy dłonie.
- W porządku Bieber, odkąd cię uratowałem, musisz być moim przyjacielem.
- Mamy umowę, Withers.

Potrząsnąłem głową, wpatrując się w nagrobek.
- Broniłeś mnie od początku, a ja nawet nie mogłem mieć tyle odwagi, by przyjąć kulę, która była skierowana na mnie.
Ponownie poczułem lekki wiatr, przez to miałem wrażenie, że JT jest tu ze mną.
Uśmiechnąłem się - Pamiętam te czasy, gdy ty i ja tak bardzo wkurzaliśmy Saige i Willow - zachichotałem - To był naprawdę zabawny dzień, przeżyłbym go jeszcze raz, gdybym mógł.

- Nie rozumiem stylu dziewczyn - trzymałem w górze parę szortów z wysokim stanem, które całe były pokryte cekinami.
- Te są naprawdę bardzo słodkie - Willow wzięła je ode mnie, sprawdzając metkę - I są w moim rozmiarze - uśmiechnęła się zwycięsko, dodała je do małej sterty ubrań na swoim ramieniu i wróciła do innych półek.
- Ty niczego nie znalazłaś? - JT uniósł brwi na Saige.
- Już nie mam na to wszystko pieniędzy - smutek był wpleciony w jej słowa, spojrzała na górę półki, patrzyła na nią jakby to była najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykiolwiek widziała w swoim życiu.
- Powiedziałam, że kupię coś dla ciebie - Willow spojrzała na Saige.
- Nie ma takiej potrzeby - JT chwycił koszulkę - Teraz lepiej biegnijmy - Niespodziewanie wybiegł ze sklepu.
- Nie! - Willow krzyczała za nim - Mówiłam mu, żeby tego nie robił, kiedy ja jestem w pobliżu - wysyczała.
Gonilem go, Willow i Saige zostały w sklepie i zachowywały się jakby nie miały pojęcia kim jesteśmy, gdy ochroniarze zaczęli nas gonić.
JT i ja śmialiśmy się histerycznie, gdy biegliśmy do głównego wyjścia.
- Zawsze dostaję przyspieszenia w tego rodzaju gównianych sytacjach - zachichotałem.
JT uśmiechnął się - To świetna zabawa.
Zostaliśmy się, gdy zauważyliśmy policjanta, który czekał na nas przy wyjściu z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej.
- Wy chłopcy lepiej chodźcie ze mną - powiedział i zaprowadził nas w kierunku swojego biura, a my jęknęliśmy z flustracji.
Zająłęm miejsce w biurze policjanta, a on natychmiast zaczął przesłuchiwać JT.
- Wiesz, że kradzież sklepowa jest przestępstwem,  młody człowieku? - łysiejący glina z nadwagą zapytał JT.
- Yo no hablo, Ingles (Nie mówię po hiszpańsku) - JT powiedział po hiszpańsku, starając się  przekazać policjantowi, że nie rozumie angielskiego.
Policjant zwrócił się do mnie - Jesteś jego tłumaczem?
- Uhh.. oui?
- To francuski - zmarszczył brwi.
- Miałem na myśli si, widzisz pomagam też we francuskim - 
- Jesteś nawet Hiszpanem? - glin spojrzał na JT. Żaden z nas nie był choć trochę zastraszony, to glina z centrum handlowego, jaką on ma moc?
- Sir - usłyszałem kogoś mówiącego przez głośnik telefonu.
Westchnął i wcisnął przycisk - Mam tu więźniów, Marshall.
Naprawdę? Już nazwał nas więźniami.
- Wiem sir i przepraszam, że przeszkadzam - mężczyzna, który nazywał się Marshall powiedział - ale mam dwie dziewczyny, które były tu razem z nimi.
O cholera, mają Saige i Willow. JT i ja jesteśmy martwi.
Glina uśmiechnął się - Przyprowadź je tu.
Drzwi się otworzyły i zobaczyliśmy Saige i Willow.
- Nie dotykaj mnie - Willow burknęła - W miesiąc wydaję więcej pieniędzy niż ty zarobisz przez całe życie - Willow krzyknęła na Marshalla, a te opuścił biuro.
- Zajmijcie miejsca, panie - policjant wskazała na dwa krzesła przy biurku.
Saige wpatrywała się w nas - Dlaczego jesteśmy wplątane w ich głupie gówno?
- My nic nie zrobiłyśmy - Willow krzyknęła - Nawet nie wiedziałyśmy, że JT może coś ukraść.
JT zaczął wypowiadać przypadkowe hiszpańskie słowa, które nie miały sensu. Usłyszałem jedno zdanie, które brzmiało "Kot, pies, drzwi, kij do baseballa, samolot, pomarańcza."
- Co on mówi? - policjant zmarszczył brwi.
- Oh uh... - starałem się coś szybko wymyślić - Przeprasza Willow za to, że została w to wplątana.
- Mów po angielsku - Saige gniewnie poinstruowała JT.
- No hablo, Ingles (Nie mówię po hiszpańsku)- JT powtórzył, starając się przy tym nie roześmiać.
Willow zmarszczyła brwi i usiadła.
- Sir, pozwól dziewczynom odejść, one nic nie zrobiły.
- Więc, zobaczę nagrania z kamery nadzarującej i sprawdzę to, dobrze?
- W porządku - Saige chuknęła, oczywiście była zdenerwowana. Policjant włączył video na swoim laptopie, oparł brodę na rękach i zaczął oglądać. Zaczęło się, gdy JT  rzucił się na półkę, zbierając koszulkę, a potem schował ją w własną. Willow i Saige opadły szczęki, a JT poruszył ustami, nagranie nie zawierało dźwieku. Willow wzniosła ramiona do góry i krzyknęła, ale ona i Saige nie ruszyły się i zostały w dokładnie tym samym miejscy, obie zaskoczone i wkurzone, a potem nagranie zostało wyłączone.
Oficer przytaknął - Wy dwie jesteście niewinne.
- Dziękuję - Willow westchnęła.
- Dlaczego uciekałeś? - zwrócił się do mnie - Przecież nie ukradłeś koszulki.
- Chodzi o to... on jest moim przyjacielem, myślę, że chciałem z nim zostać.
- W czasie kradzieży? To niemądre.
Wzruszyłem ramionami - Mi amigo (Mój przyjaciel)- położyłem rękę na ramieniu JT.
- Sí, senor - JT uśmiechnął się. 
- Wiecie - policjant westchnął - Jestem miły i naprawdę nie chcę zajmować się wami, idioci. To tylko ostrzeżenie - spiorunował nas wzrokiem - Teraz wynoście się z mojego biura.
- Tak, sir - Willow wstała, wyciągając JT z biura, Saige i ja poszliśmy za nią. Gdy wyszliśy ona natychmiast rzuciła go na ścianę.
- Co do cholera ja ci mówiłam? - warknęła - Powiedziałam, żebyś nie kradł, kiedy my jesteśmy z tobą, prawda?
- Tak - JT przytaknął, jego głoski był gładki jak zwykle.
- I to całe zachowanie "Mówię tylko po hiszpańsku" - zadrwiła - Och, proszę, wszystko co powiedziałeś to tylko tak i, że nie mówisz po angielsku.
- Powiedział kilka innych słów - stanąłem w jego obronie.
- Jestem pewna, że to nie miało sensu - Willow oskarżyła.
Zdusiłem śmiech - I tu masz rację, właściwie to była zbitka przypadkowych słów.
- Chodźmy - Willow westchnęła, wyprowadzając nas z centrum handlowego, ona i Saige wyglądały na wkurzone.
- Chciałabym, żeby nie przyszli - mogłem usłyszeć jak Saige mamrotała cicho do Willow.
- Czuję to samo - Willow nadal narzekała. 

- Kto by pomyślał, że skończymy spotykając się z nimi? - zaśmiałem się i usiadłem po turecku przed nagrobkiem - Nie sądzę, że mógłbym prosić o lepszego przyjaciela, JT.
Zaśmiałem się do siebie, a kilka innych wspomnień zagrało w mojej głowie.
- Nawet wtedy, gdy krzyczeliśmy do tego małego skurwiela, Austina - zaśmiałem się - Wiesz, Saige nadal nie wie, że to się zdarzyło.

JT i ja byliśmy  w sklepie muzycznym. Saige i Willow zdecydowały, że spotkają się na Brooklynie, więc nie mieliśmy żadnych planów.
- Uwielbiam MJ - JT podniósł jedną z płyt Michaela Jacksona "Off The Wall".
Uśmiechnąłem się i zabrałem mu płytę - Michael Jackson jest najlepszy, kocham go.
- Dobrze cię wyszkoliłem - JT uśmiechnął się zwycięsko.
Uniosłem brew - Dobrze mnie wyszkoliłeś? Jak do cholery mnie wyszkoliłeś?
- Och, wiesz to dzięki mnie słuchasz Michaela Jacksona!
- Nieprawda - potrząsnąłem głową - Słucham go przez całe życie.
- To ja pokazałem ci "Hold my hand".
- "Hold my hand" to piosenka Akona z udziałem Michaela Jacksona, czy to nie wyszło w 2010? Proszę cię - zadrwiłem - Słucham Michaela Jacksona już od dłuższego czasu.
JT zachichotał - Cokolwiek, stary.
Mały dzwonek zadzwonił, gdy drzwi się otworzyły. Z czystej ciekawości ja i JT spojrzeliśmy w tym kierunku i zobaczyliśmy Austina Clarka, "młodego, seksownego nauczyciela" Saige.
- Cześć Jenny - przywitał się z dziewczyną przy kasie.
Dziewczyna wpatrywała się w Austina rozanielonym wzrokiem - Cześć Austin - zachichotała i pomachała mu, próbując z nim flitować.
On uśmiechnął się, odmachał jej i podszedł do półki z płytami.
Potrząsnąłem głową - Nienawidzę tego gościa.
JT ponownie spojrzał na Austina - Kim on jest?
- Były chłopak Saige, a może do siebie wrócili, nie mam pojęcia.
- Myślałem, że jest coś między tobą a Saige.
Potrząsnąłem głową - Spieprzyłem i zrobiłem coś z Rory, więc... i ona nas przyłapała i teraz nie chce mnie widzieć i zgaduję, że uciekła do tego małego skurwiela.
JT zachichotał i odłożył płytę - Zaraz wrócę.
- Co ty robisz?
- Idę porozmawiać z Panem Nauczycielem.
- O cholera, pozwól, że pomogę - podążyłem za nim i podeszliśmy do Austina, który przeglądał starą płytę ACDC.
Po kilku sekundach wyczuł naszą obecność i spojrzał na nas.
- Och... uhm.. Cześć - przywitał się niezręcznie i odłożył płytę na półkę - Mogę wam w czymś pomoc?
- Możesz mi pomóc, jeśli zostawisz Saige Cameron w spokoju - JT warknął.
Austin zmarszczył czoło - Przepraszam?
- Słyszałem, że sprowadziłeś się tu dla Saige - spojrzałem na niego lodowatym wzrokiem - To nie w porządku.
Austin zachichotał - Nie skonsultowałem się z tobą, gdy się tu przeprowadzałem, to cię uraziło? - odwrócił się, by odejść.
- Kim do cholery myślisz, że jesteś? - JT warknął.
Austin odwrócił się - Austin Clark, chcesz dowód czy coś?
- Nie, chcę, żebyś się wyniósł z mojej dzielnicy.
- Więc, to się nie zdarzy.
JT spojrzał na niego - Dlaczego nie, Austin?
Austin uśmiechnął się -Ponieważ, nadal nie zakończyłem sprawy z Saige - zachichotał, odwrócił się i odszedł od nas.

Zachichotałem, wstałem, nie odrywając przy tym wzroku od nagrobka.
- Będę cię odwiedzał częściej, przyjacielu, obiecuję - powiedziałem - Ale również muszę uciąć sobie pogawędkę z kimś innym, skoro już tu jestem.

"Tu leży Charles Owen Cameron.
Ukochany ojciec, mąż, brat i przyjaciel.
Wiecznie pozostanie w sercach tych, którzy go kochali."

Odchrząknąłem - Witam, panie Cameron.
Czułem się jakby on siedział na swoim nagrobku i obserwował mnie, więc uklęknąłem obok niego.
- Przepraszam, że pana również nie odwiedzałem zbyt często. Wiem, że nie jest pan moim ojcem, ale powinienem pana odwiedzać, skoro spotykam się z pańską córką.

- Panie Cameron, chcę tylko przeprosić, że zraniłem pana córkę. Jeśli oglądał nas pan z góry, jestem pewien, że widziała pan wszystko przez, co przechodziłem. On skrzywdziłby ją, gdybym nie odszedł, musiałem odejść. Wiem, że to było niegrzeczne, że wyjechałem bez pożegnania i bez słowa wyjaśnienia, ale to mogłoby być zbyt bolesne. Gdybym wiedział jak bardzo ją zraniłem... Nie zostawiłbym jej. Uciekłbym z nią i chronił ją, to powinienem zrobić.
Westchnąłem, przeszukałem kieszeń i wyciągnąłem małe pudełeczko.
- Kupiłem to dla niej trzy lata temu... - wpatrywałem się w pierścionek zaręczynowy, który miał kształt róży - Wtedy nie planowałem jej tego dać, nie chciałem za bardzo się spieszyć, ale... Chciałem pana prosić o błogosławieństwo, pewnego rodzaju znak, że zgadza się pan, abym poślubił pana córkę.
Skończyłem swoje zdanie i poczułem wiatr, znacznie silniejszy niż ostatnio. Kilka liści opadło z drzew, lądując uformowały serce.
Moje oczy powiększyły się - Cholera...
Przez chwilę wpatrywałem się te liście, potem wstałem, włożyłem pudełeczko z powrotem do kieszeni i spojrzałem na nagrobek.
- Dziękuję, panie Cameron.
Uśmiechnąłem się i usłyszałem jak telefon zadzwonił w mojej kieszeni, rujnując chwilę, którą spędzałem z ojcem Saige.

- Halo? - przyciągnąłem telefon do ucha.
- Justin - usłyszałem głos Alfredo po drugiej stronie, brzmiał jakby tracił oddech.
- Cześć stary, coś się stało?
- Jen, Jazmyn i Saige wyszły i zostały zaatakowane przez paparazzi, którzy je obrażają.
Westchnąłem - Zaraz będę, powiedz, że jeśli ktoś je dotknie, to zostanie zabity powoli i boleśnie.
Alfredo zachichotał - W porządku, stary. Do zobaczenia wkrótce.
- Cześć - rozłączyłem się i schowałem telefon do kieszeni.
- Myślę, że lepiej będzie jak pójdę ratować pana córkę... Dziękuję panie Cameron.
Odwróciłem się i wyszedłem z cmentarza, duży uśmiech, którego nie mogłem ukryć, pojawił się na moich ustach.



Pamiętajcie, że informowane będą tylko te osoby, które podpiszą się w komentarzu nickiem z twittera. :)

ASK
O&N






19 komentarzy:

  1. Piękny rozdział,czekam na następny:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Placze :( smutny ten rozdziak :(
    @believeyoucanx3

    OdpowiedzUsuń
  3. cudowny rozdział :) @biebezlly

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny @paulinagradzka

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten rozdział był taki smutny, te wspomnienia... ;/
    Justin jej się oświadczy! Tylko żeby nie było jakiś problemów na drodze do ich szczęścia xD
    Cudowny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  6. chyba jeden z lepszych rozdziałów @szarymalik

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejuu... Justin jest naprawde kochany i uczuciowy slodko a zarazem smutno iz wybral sie na cmentarz:(

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny ! :) Czekam na next ! :)

    @Beliebers3107

    OdpowiedzUsuń
  9. oooo jaki piękny :> oświadczy się jej :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeju niesamowity :* nue mogę się doczekać aż jej się oświadczy :) możesz mnie informować? @tomboyyeah

    OdpowiedzUsuń
  11. Według mnie strasznie wzruszający, popłakałam się. Mam nadzieje, że teraz będzie już tylko lepiej.
    @InsolentDream

    OdpowiedzUsuń
  12. Te wszystkie wspomnienia... Oh my... I ta rozmowa z ojcem Saige, Justin ma zamiar się oświadczyć! Czekam na następny x @MrsBieber_SOON

    OdpowiedzUsuń
  13. O nieeee rycze :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Niesamowity ! te wszystkie wspomnienia.. rozmowa z jej ojcem.. Czy tylko mi się wydaje, że Justin się oświadczy ?

    OdpowiedzUsuń
  15. podoba mi się ten rodział, taki lekki i te wspomnienia o boże
    kocham to
    dziękuję że to tłumaczycie, odwalacie wspaniałą robotę ;)
    @pervmattx

    OdpowiedzUsuń
  16. Najlepszy blog ever!

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli przeczytałaś rozdział to proszę o komentarz:)
To bardzo motywuje do dalszego tłumaczenia:)